czasem ściska mnie tak mocno, tak bardzo, że nie mogę wypowiedzieć. czasem czuję również taką pustkę, tak pustą, że pustsza wydawać się nie może. nie widzę nic pomiędzy. ze skrajności w skrajność. gdzie jest? czy zawsze już tak będzie? a dokąd mnie to zaprowadzi? kto da mi gwarancję, że to co robię, to całe babranie się w tym bagnie życia da mi szczęście? nic się na to nie zapowiada. nie żyję tak jak chcę. nie mówię tego co chcę i nie czuję tego co czuć każdy by chciał.
czy jestem, aż tak wyjątkowo silny, że potrafię się tego wyzbyć? mógłbyś powiedzieć: zmotywowany, dążący do wyznaczonego celu! ale mi jest trudniej, niż ci się wydaje. bo przez to, że wiem co chcę osiągnąć i dzięki tym zapewnieniom, że gdy to osiągnę, będę szczęśliwy - żyję w ciągłym strachu, właśnie przed tym, iż tego nie osiągnę! absurd, prawda? wyzbywam się przez to swojego człowieczeństwa, bo z czego składa się człowiek? odpowiedź zależna od tego kim jesteśmy, biologiem, księdzem, gejem, człowiekiem. moim zdaniem składamy się z mikroskopijnych cząstek zdolnych łączyć się ze sobą, zwanych e m o c j a m i. emocje często się kumulują, wtedy powstają u c z u c i a, bardzo silne reakcje łańcuchowe, wywołujące w nas odmienne stany: podwyższenie temperatury, szybsze bicie serca, zwiększone wydzielanie potu. uczucia mogą być różne, pozytywne i negatywne. tak więc, jedni ludzie potrafią trzymać swoje mikroskopijne cząstki na wodzy, nie pozwalając im wyjść na powierzchnię, inni zaś nimi po prostu żyją! każdy dzień odbierają poprzez emocje, każdy dzień przemieniają w eliksir szczęścia, pławią się w swoim bogactwie uczuć. i mimo, że często są to uczucia negatywne: nienawiść, złość, zawód, żal - to i tak, wiedzą, że to tylko chwilowe, że jutro może spotkają inną istotę emocjonalną, która spowoduje tak silną kumulację, że te małe, mikroskopijne cząstki przenikną ciało, złączą się ze sobą tworząc uczucie najsilniejsze ze wszystkich: uczucie, które zabija, dodaje skrzydeł, jest sprawcą wielu zbrodni, ale i cudów. m i ł o ś ć.
wtorek, 2 marca 2010
poniedziałek, 1 marca 2010
WOJNA
każdy z nas toczy jakąś wojnę. moja wojna to zmagania się codzienności z marzeniami. szarości dnia codziennego ze światem marzeń, który powstaje gdy wieczorem zamykam oczy, a muzyka otula mnie niczym kołdra. nie potrafię pogodzić się z pewnymi rzeczami na tym świecie. jednak najgorszą walkę prowadzę z ludźmi, którzy mnie otaczają. ci wszyscy, którzy są tak płytcy, że wystarcza im maska, którą noszę na co dzień. ci, którzy nie chcą lub boją się zajrzeć głębiej. jesteście płytcy, rzygam wami. ale przeraża mnie to, jak traktujecie pewne rzeczy, innych ludzi. nie chodzi nawet o mnie - nie jestem jak każdy, przyzwyczaiłem się do tego. ale wasze podejście do świata, odraża mnie to! te spojrzenie z pogardą, kiedy mówicie nimi: ja jestem lepszy, mam 3 paski, łysy, pusty łeb i jestem od ciebie silniejszy! Kiedy nachylacie się do swoich kolegów, żeby skomentować, jak ktoś wygląda, to że siedzi pod ścianą, 'zaszczuty' przez was - tak! bo wy jesteście jak dzikie zwierzęta, które ktoś właśnie wypuścił z klatek! nie znacie umiaru, jesteście sparaliżowani ogromem świata, dlatego ukrywacie się w swojej pseudo pewności i zamykacie w obłudzie. ale świat wciąż prze do przodu, nie widzicie tego, lecz wy już dawno od niego odstaliście. nie jesteście w stanie go dogonić. i ci, którzy teraz siedzą pod ścianą, być może niedługo sami pomogą pchać ten żałosny świat, a wtedy wy nie będzie mogli zrobić już nic. żal mi was. cholernie mi was żal.
nie wiem czy są jeszcze ludzie prawdziwi. dawno straciłem w nich wiarę. teraz już tylko biernie stoję pod ścianą i czekam, czekam, czekam...
nie wiem czy są jeszcze ludzie prawdziwi. dawno straciłem w nich wiarę. teraz już tylko biernie stoję pod ścianą i czekam, czekam, czekam...
sobota, 9 stycznia 2010
ROKU '09 PODSUMOWANIE
STYCZEŃ
wiesz, niektóre miesiące są jak szare plamy w mojej pamięci. nie białe, szare. to są pewne przebłyski. chyba mój mózg nie przetrzymuje n i e u ż y t k ó w. a taki właśnie był styczeń. kolejne postanowienia, ‘naprawy’ ciąg dalszy, wmawianie.. zamknięcie w klatce, które trwało, trwa i pewnie do usranej nieskończoności potrwa. styczeń nie zachował się w pamięci. z wyjątkiem tej jednej soboty. 31 stycznia roku dwa tysiące dziewiątego moja klatka pękła. przez metalowe szpary wleciało odrobinę światła. w mojej duszy pewne pytania zastąpiłem twierdzącymi kropkami. nadzieja? chyba jej cień. szare niebo zaczyna się rozjaśniać..
LUTY
i przyszedł luty. i ferii czas. a wtedy była TA znajomość. i noce też były. magiczne, prawdziwe. co z tego, że czcze plany, niewarte chwil kilka zastanowienia. ale marzenia były! a dzięki TEJ znajomości całkiem długo podtrzymywane.
noce, TA, kobiety-pistolety.
MARZEC
marcu, wyblakłeś strasznie. noce rozciągnęły się w pewne przemyślenia, a nadziei ślad zaczął powoli znikać
KWIECIEŃ
i przyszedł strach. ale pewne pragnienie też. zacząłem myśleć o wakacjach. o samotności od której nie można się uwolnić. pewne dni… te co można policzyć na palcach jednej ręki, przybierały pozory szczęśliwych. kwiecień, jak inne zresztą, był gówno wart.
MAJ
samotności poziom sięgał granic wytrzymałości. pogoda kłóciła się ze stanem mojej duszy. moja dusza jest poszarpana. każdy kawałek ciągnie w inną stronę. jakieś pragnienia, gonitwy, obowiązki, powinności. to co się ode mnie oczekuje zabijało mnie.
CZERWIEC
samotność nie zna granic. a do tego rozczarowanie sięgnęło mój horyzont. i ten zawód w JEJ oczach. nieprzespane noce. jakieś blizny, jakieś rany, rany gubię organy! totalny chaos. noce dni, dni noce. jedno i to samo. to samo czułem. a powoli moja dusza wpadała w pustkę. lęk przybrał barwę: boję-się-że-z-tego-nie-wyjdę. plany, więcej planów, więcej obowiązków i kolejny raz ‘nie zawiedź mnie znów’ – JEJ spojrzenia.
LIPIEC
czy to był odpoczynek? narzucone obowiązki, ale w tym roku coś się zmieniło, było łatwiej. chyba troszkę wyrósł.
ale dwie iskierki na krótko zatrzymałem w lodowatych dłoniach. taki błysk zza ciemnych chmur. dziękuję.
SIERPIEŃ
myślałem tylko o Bułgarii. ta chora nadzieja cos szeptała, podpowiadała. jakby urosła w siłę. ale sierpień przyniósł tylko rozgoryczenie. zawodu nie, bo rozum był trzeźwy i rozum wiedział co mówi. od tamtej pory rozum wziął górę, moje serce, dusza, umilkły. nikt ich nie zbudzi.
WRZESIEŃ
strach, więcej go. i totalny paraliż uczuciowy. nie należę do nich. nie należę do tego miejsca. do tego miasta, do tego świata. klatka ponownie się zasklepiła.
PAŹDZIERNIK
był bezkształtny. był równią pochyłą. z tysiącami maleńkich ostrzy. moja twarz co dzień szorowała o każdą szpilkę. toczyłem się w dół
LISTOPAD
pragnienie uwolnienia z klatki dziko kołacze w mojej piersi. ale to za mało. musi upłynąć TEN czas. najgorszy okres w moim życiu. nie mam czasu na sex, miłość, przyjaźń. zniewolił mnie ten świat.
GRUDZIEŃ
przyniósł to co przynieść miał. p u s t k ę. zawładnęła mną.
dostrzegłem ogromne pęknięcie w pewnych relacjach. relacjach wydawałoby się podstawowych, constans i wrodzonych wręcz. nie zszyje tego. nie mam nici.
ten rok był jednym z najgorszych. dokonałem pewnej przemiany, odkrycia. to była najjaśniejsza pozytywna rzecz. ale na tym niebie chmury zebrały się w ciemny, ogromny obłok. cisza przed burzą. wpadam w pułapkę. nie mam chęci na zmiany, nie mam chęci na nic. roku dwa tysiące dziesiąty bądź jak być masz i daj mi wegetować..
wiesz, niektóre miesiące są jak szare plamy w mojej pamięci. nie białe, szare. to są pewne przebłyski. chyba mój mózg nie przetrzymuje n i e u ż y t k ó w. a taki właśnie był styczeń. kolejne postanowienia, ‘naprawy’ ciąg dalszy, wmawianie.. zamknięcie w klatce, które trwało, trwa i pewnie do usranej nieskończoności potrwa. styczeń nie zachował się w pamięci. z wyjątkiem tej jednej soboty. 31 stycznia roku dwa tysiące dziewiątego moja klatka pękła. przez metalowe szpary wleciało odrobinę światła. w mojej duszy pewne pytania zastąpiłem twierdzącymi kropkami. nadzieja? chyba jej cień. szare niebo zaczyna się rozjaśniać..
LUTY
i przyszedł luty. i ferii czas. a wtedy była TA znajomość. i noce też były. magiczne, prawdziwe. co z tego, że czcze plany, niewarte chwil kilka zastanowienia. ale marzenia były! a dzięki TEJ znajomości całkiem długo podtrzymywane.
noce, TA, kobiety-pistolety.
MARZEC
marcu, wyblakłeś strasznie. noce rozciągnęły się w pewne przemyślenia, a nadziei ślad zaczął powoli znikać
KWIECIEŃ
i przyszedł strach. ale pewne pragnienie też. zacząłem myśleć o wakacjach. o samotności od której nie można się uwolnić. pewne dni… te co można policzyć na palcach jednej ręki, przybierały pozory szczęśliwych. kwiecień, jak inne zresztą, był gówno wart.
MAJ
samotności poziom sięgał granic wytrzymałości. pogoda kłóciła się ze stanem mojej duszy. moja dusza jest poszarpana. każdy kawałek ciągnie w inną stronę. jakieś pragnienia, gonitwy, obowiązki, powinności. to co się ode mnie oczekuje zabijało mnie.
CZERWIEC
samotność nie zna granic. a do tego rozczarowanie sięgnęło mój horyzont. i ten zawód w JEJ oczach. nieprzespane noce. jakieś blizny, jakieś rany, rany gubię organy! totalny chaos. noce dni, dni noce. jedno i to samo. to samo czułem. a powoli moja dusza wpadała w pustkę. lęk przybrał barwę: boję-się-że-z-tego-nie-wyjdę. plany, więcej planów, więcej obowiązków i kolejny raz ‘nie zawiedź mnie znów’ – JEJ spojrzenia.
LIPIEC
czy to był odpoczynek? narzucone obowiązki, ale w tym roku coś się zmieniło, było łatwiej. chyba troszkę wyrósł.
ale dwie iskierki na krótko zatrzymałem w lodowatych dłoniach. taki błysk zza ciemnych chmur. dziękuję.
SIERPIEŃ
myślałem tylko o Bułgarii. ta chora nadzieja cos szeptała, podpowiadała. jakby urosła w siłę. ale sierpień przyniósł tylko rozgoryczenie. zawodu nie, bo rozum był trzeźwy i rozum wiedział co mówi. od tamtej pory rozum wziął górę, moje serce, dusza, umilkły. nikt ich nie zbudzi.
WRZESIEŃ
strach, więcej go. i totalny paraliż uczuciowy. nie należę do nich. nie należę do tego miejsca. do tego miasta, do tego świata. klatka ponownie się zasklepiła.
PAŹDZIERNIK
był bezkształtny. był równią pochyłą. z tysiącami maleńkich ostrzy. moja twarz co dzień szorowała o każdą szpilkę. toczyłem się w dół
LISTOPAD
pragnienie uwolnienia z klatki dziko kołacze w mojej piersi. ale to za mało. musi upłynąć TEN czas. najgorszy okres w moim życiu. nie mam czasu na sex, miłość, przyjaźń. zniewolił mnie ten świat.
GRUDZIEŃ
przyniósł to co przynieść miał. p u s t k ę. zawładnęła mną.
dostrzegłem ogromne pęknięcie w pewnych relacjach. relacjach wydawałoby się podstawowych, constans i wrodzonych wręcz. nie zszyje tego. nie mam nici.
ten rok był jednym z najgorszych. dokonałem pewnej przemiany, odkrycia. to była najjaśniejsza pozytywna rzecz. ale na tym niebie chmury zebrały się w ciemny, ogromny obłok. cisza przed burzą. wpadam w pułapkę. nie mam chęci na zmiany, nie mam chęci na nic. roku dwa tysiące dziesiąty bądź jak być masz i daj mi wegetować..
środa, 9 grudnia 2009
MASZYNKA DO ROBIENIA PIENIĘDZY
inwestować można we wszystko. w samochody, fabryki, giełdę itp. można też w ludzi. M inwestuje we mnie. w moją edukację. dzięki czemu, kiedyś, kiedy już będę znanym i szanowanym architektem, inżynierem, bądź innym pseudo szczęśliwym człowiekiem, będę mógł z nawiązką oddać to co dostałem. ludzie są jak inwestycje, coś się opłaca - inwestujesz. nie warto lokować emocji, po co! te są niepewne, zawsze ktoś nas może zranić. a pieniądze? oczywiście! opłać mi taką szkołę, kup mi tamto, dzięki temu się rozwinę..
a jak zainwestujesz w moje serce? co zrobisz, żeby i ono rosło, i obdarowywało szczęściem innych? nie przepraszaj, trochę za późno. chciałem, żebyś przyszła i nie pytała tylko o to jak w szkole, mając poczucie spełnionego obowiązku. chciałem, żebyś podeszła, przytuliła i powiedziała, że jesteś ze mnie dumna nie ważne co zrobiłem lub czego nie zrobiłem. chciałem, żebyś lokowała we mnie EMOCJE. bo te zwracają się tysiąckroć bardziej, niż jakiekolwiek pieniądze.
a jak zainwestujesz w moje serce? co zrobisz, żeby i ono rosło, i obdarowywało szczęściem innych? nie przepraszaj, trochę za późno. chciałem, żebyś przyszła i nie pytała tylko o to jak w szkole, mając poczucie spełnionego obowiązku. chciałem, żebyś podeszła, przytuliła i powiedziała, że jesteś ze mnie dumna nie ważne co zrobiłem lub czego nie zrobiłem. chciałem, żebyś lokowała we mnie EMOCJE. bo te zwracają się tysiąckroć bardziej, niż jakiekolwiek pieniądze.
wtorek, 1 grudnia 2009
LIMIT SZCZĘŚCIA
czy każdy ma kogoś przypisanego? jakąś wielką miłość, która czeka na nas na krańcu świata, dalej bądź bliżej? czy istnieje coś takiego jak limit szczęścia? co jeśli go wyczerpiemy?
wiem, czasem tworzę absurdy. nie zmienię siebie i swoich przekonań. myślę, że jak miłość to tylko jedna. niezapomniana. czasem jest to przelotny romans, który trwa kilka tygodni, ale jest burzliwy i na zawsze w nas tkwi, niepozwalając rozwijać się innym uczuciom. innym razem może to być stateczna miłość w dojrzałym związku, taka która przetrwa wieki. ale jeśli przejdziemy obok niej, nie zauważymy znaków, które nam daje to kolejna szansa może nie nadejść. to jest właśnie ten limit szczęścia. za jeden radosny dzień pokutujesz miesiącem, czasem nawet rokiem, totalnej depresji, nostalgii. mimo wszystko za te wszystkie ostatnie dni - tak, te wypełnione przykrymi obowiązkami, zamknięciem w żelaznych normach tradycji i obyczajów, a przede wszystkim oczekiwaniem na Niedziele i Ciebie - należy mi się choć jeden pozytywny dzień? tylko do kogo mam się o niego zwrócić? do przeznaczenia, Boga? to jedno i to samo. ważne jest, żeby czasem mieć się czego uczepić - tak, w tych chwilach, gdy nadzieja zawodzi, a w nocy mnie nękasz - a być może kiedyś, nasze prośby zostaną wysłuchane.
wiem, czasem tworzę absurdy. nie zmienię siebie i swoich przekonań. myślę, że jak miłość to tylko jedna. niezapomniana. czasem jest to przelotny romans, który trwa kilka tygodni, ale jest burzliwy i na zawsze w nas tkwi, niepozwalając rozwijać się innym uczuciom. innym razem może to być stateczna miłość w dojrzałym związku, taka która przetrwa wieki. ale jeśli przejdziemy obok niej, nie zauważymy znaków, które nam daje to kolejna szansa może nie nadejść. to jest właśnie ten limit szczęścia. za jeden radosny dzień pokutujesz miesiącem, czasem nawet rokiem, totalnej depresji, nostalgii. mimo wszystko za te wszystkie ostatnie dni - tak, te wypełnione przykrymi obowiązkami, zamknięciem w żelaznych normach tradycji i obyczajów, a przede wszystkim oczekiwaniem na Niedziele i Ciebie - należy mi się choć jeden pozytywny dzień? tylko do kogo mam się o niego zwrócić? do przeznaczenia, Boga? to jedno i to samo. ważne jest, żeby czasem mieć się czego uczepić - tak, w tych chwilach, gdy nadzieja zawodzi, a w nocy mnie nękasz - a być może kiedyś, nasze prośby zostaną wysłuchane.
poniedziałek, 30 listopada 2009
Z PŁYTKICH ŻYCIA DZIUR
nienawidzę tego miejsca. tych ludzi. nie marzę o wyrwaniu się stąd - marzenia są złudne, dobre tylko dla ludzi naiwnych. jestem inny od wszystkich i podobny do Innych. jestem z tego dumny, ale łatwo nie jest. najgorsze jest to, gdy ktoś mówi ci, co jest dla ciebie dobre, jaki powinieneś być, co będzie dla ciebie lepsze. nie umiem wyzwolić się spod wpływów. i za często się przyzwyczajam. za mocno. na początku to ja jestem dumny i wyniosły, z czasem potrzebuję coraz więcej, mocniej - jak narkotyk.
problemem pozostajesz ty. boję się niedziel, wiesz, że to od nich liczę tydzień? dawno uzależniłem się już od ciebie. nie ma szans, żebym się uwolnił - nie liczę na szczęśliwe zakończenie. nie chcę czuć już twego wzroku na sobie, nie wytrzymam kolejnych niewidzialnych dotyków. co ci chodzi po głowie? czasem układam dialogi, ja przedstawiam się tobie, ty mi.. ale to wszystko jest strasznie banalne, niepoważne. wiem, że na prawdę potoczyłoby się to inaczej. tylko, że ja nie mam już nadziei, a odwagi nigdy nie miałem.
problemem pozostajesz ty. boję się niedziel, wiesz, że to od nich liczę tydzień? dawno uzależniłem się już od ciebie. nie ma szans, żebym się uwolnił - nie liczę na szczęśliwe zakończenie. nie chcę czuć już twego wzroku na sobie, nie wytrzymam kolejnych niewidzialnych dotyków. co ci chodzi po głowie? czasem układam dialogi, ja przedstawiam się tobie, ty mi.. ale to wszystko jest strasznie banalne, niepoważne. wiem, że na prawdę potoczyłoby się to inaczej. tylko, że ja nie mam już nadziei, a odwagi nigdy nie miałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)