wtorek, 1 grudnia 2009

LIMIT SZCZĘŚCIA

czy każdy ma kogoś przypisanego? jakąś wielką miłość, która czeka na nas na krańcu świata, dalej bądź bliżej? czy istnieje coś takiego jak limit szczęścia? co jeśli go wyczerpiemy?
wiem, czasem tworzę absurdy. nie zmienię siebie i swoich przekonań. myślę, że jak miłość to tylko jedna. niezapomniana. czasem jest to przelotny romans, który trwa kilka tygodni, ale jest burzliwy i na zawsze w nas tkwi, niepozwalając rozwijać się innym uczuciom. innym razem może to być stateczna miłość w dojrzałym związku, taka która przetrwa wieki. ale jeśli przejdziemy obok niej, nie zauważymy znaków, które nam daje to kolejna szansa może nie nadejść. to jest właśnie ten limit szczęścia. za jeden radosny dzień pokutujesz miesiącem, czasem nawet rokiem, totalnej depresji, nostalgii. mimo wszystko za te wszystkie ostatnie dni - tak, te wypełnione przykrymi obowiązkami, zamknięciem w żelaznych normach tradycji i obyczajów, a przede wszystkim oczekiwaniem na Niedziele i Ciebie - należy mi się choć jeden pozytywny dzień? tylko do kogo mam się o niego zwrócić? do przeznaczenia, Boga? to jedno i to samo. ważne jest, żeby czasem mieć się czego uczepić - tak, w tych chwilach, gdy nadzieja zawodzi, a w nocy mnie nękasz - a być może kiedyś, nasze prośby zostaną wysłuchane.

1 komentarz:

  1. ...to chyba suma wszystkich strachów gdy już się rozpuszczą... od każdego spotkanego człowieka można się czegoś nauczyć...

    OdpowiedzUsuń