STYCZEŃ
wiesz, niektóre miesiące są jak szare plamy w mojej pamięci. nie białe, szare. to są pewne przebłyski. chyba mój mózg nie przetrzymuje n i e u ż y t k ó w. a taki właśnie był styczeń. kolejne postanowienia, ‘naprawy’ ciąg dalszy, wmawianie.. zamknięcie w klatce, które trwało, trwa i pewnie do usranej nieskończoności potrwa. styczeń nie zachował się w pamięci. z wyjątkiem tej jednej soboty. 31 stycznia roku dwa tysiące dziewiątego moja klatka pękła. przez metalowe szpary wleciało odrobinę światła. w mojej duszy pewne pytania zastąpiłem twierdzącymi kropkami. nadzieja? chyba jej cień. szare niebo zaczyna się rozjaśniać..
LUTY
i przyszedł luty. i ferii czas. a wtedy była TA znajomość. i noce też były. magiczne, prawdziwe. co z tego, że czcze plany, niewarte chwil kilka zastanowienia. ale marzenia były! a dzięki TEJ znajomości całkiem długo podtrzymywane.
noce, TA, kobiety-pistolety.
MARZEC
marcu, wyblakłeś strasznie. noce rozciągnęły się w pewne przemyślenia, a nadziei ślad zaczął powoli znikać
KWIECIEŃ
i przyszedł strach. ale pewne pragnienie też. zacząłem myśleć o wakacjach. o samotności od której nie można się uwolnić. pewne dni… te co można policzyć na palcach jednej ręki, przybierały pozory szczęśliwych. kwiecień, jak inne zresztą, był gówno wart.
MAJ
samotności poziom sięgał granic wytrzymałości. pogoda kłóciła się ze stanem mojej duszy. moja dusza jest poszarpana. każdy kawałek ciągnie w inną stronę. jakieś pragnienia, gonitwy, obowiązki, powinności. to co się ode mnie oczekuje zabijało mnie.
CZERWIEC
samotność nie zna granic. a do tego rozczarowanie sięgnęło mój horyzont. i ten zawód w JEJ oczach. nieprzespane noce. jakieś blizny, jakieś rany, rany gubię organy! totalny chaos. noce dni, dni noce. jedno i to samo. to samo czułem. a powoli moja dusza wpadała w pustkę. lęk przybrał barwę: boję-się-że-z-tego-nie-wyjdę. plany, więcej planów, więcej obowiązków i kolejny raz ‘nie zawiedź mnie znów’ – JEJ spojrzenia.
LIPIEC
czy to był odpoczynek? narzucone obowiązki, ale w tym roku coś się zmieniło, było łatwiej. chyba troszkę wyrósł.
ale dwie iskierki na krótko zatrzymałem w lodowatych dłoniach. taki błysk zza ciemnych chmur. dziękuję.
SIERPIEŃ
myślałem tylko o Bułgarii. ta chora nadzieja cos szeptała, podpowiadała. jakby urosła w siłę. ale sierpień przyniósł tylko rozgoryczenie. zawodu nie, bo rozum był trzeźwy i rozum wiedział co mówi. od tamtej pory rozum wziął górę, moje serce, dusza, umilkły. nikt ich nie zbudzi.
WRZESIEŃ
strach, więcej go. i totalny paraliż uczuciowy. nie należę do nich. nie należę do tego miejsca. do tego miasta, do tego świata. klatka ponownie się zasklepiła.
PAŹDZIERNIK
był bezkształtny. był równią pochyłą. z tysiącami maleńkich ostrzy. moja twarz co dzień szorowała o każdą szpilkę. toczyłem się w dół
LISTOPAD
pragnienie uwolnienia z klatki dziko kołacze w mojej piersi. ale to za mało. musi upłynąć TEN czas. najgorszy okres w moim życiu. nie mam czasu na sex, miłość, przyjaźń. zniewolił mnie ten świat.
GRUDZIEŃ
przyniósł to co przynieść miał. p u s t k ę. zawładnęła mną.
dostrzegłem ogromne pęknięcie w pewnych relacjach. relacjach wydawałoby się podstawowych, constans i wrodzonych wręcz. nie zszyje tego. nie mam nici.
ten rok był jednym z najgorszych. dokonałem pewnej przemiany, odkrycia. to była najjaśniejsza pozytywna rzecz. ale na tym niebie chmury zebrały się w ciemny, ogromny obłok. cisza przed burzą. wpadam w pułapkę. nie mam chęci na zmiany, nie mam chęci na nic. roku dwa tysiące dziesiąty bądź jak być masz i daj mi wegetować..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz