to taka niezdobyta twierdza z kamienia. bloki ułożone naprzemiennie nie przepuszczają nawet wąskiego strumienia obcego światła. w środku zimno, pusto. błękitno. czasem tworzy się jakaś drobna szczelina, pęknięcie w tamie. wtedy też przychodzi moment żalu, moment niepożądany bardzo, bo i nieprzyjemny wielce. głowa odłącza się od ciała, które wyrusza w astralną podróż po bezkresach kosmosu wspomnień. serce, te zamrożone, kieruje - nawiguje ciałem. wytycza szlaki, które często prowadzą wśród odpadków, kłaczków historii. złogów i szorstkości. ocierając się o ciało, ranią, głęboko wbijając swoje kolce.
kolejny raz. kolejna dolanowska kreska. tylko, że u mnie jest na odwrót. ja Ciebie odtrąciłem. wiesz, ja już chyba sam nie wiem, co było przeszkodą. to znaczy na pewno główną przyczyną jestem Ja. moja osoba, moje kompleksy i moja świadomość, że to wszystko i tak miałoby swój rychły kres. tak, wiem, że robię źle. zabijam wszystko w zarodku. zabijam Ciebie, choć tak bardzo Cię pragnę.
ciągle i ciągle doszukuję się granic mojego społecznego nieprzystosowania. i wiesz co? ciągle ich nie osiągnąłem. ciągle siebie zaskakuję. ciągle robię krok więcej. ciągle zastanawiam się skąd ta perfidna radość? i ciągle nie umiem na to odpowiedzieć.
nie potrafię określić co czuję. raz jest dobrze. ale tak naprawdę. to praca mnie napędza. mój Cel jest w zasięgu mojej Ręki, robię wszystko, żeby Tam dotrzeć. a poczucie spełnienia to moje jedyne lekarstwo. tylko co jeśli nagle przestane odczuwać radość? boję się, że wszystko pieprznie tak jak zwykle. zapałkami rozniecę ogień, który mnie pochłonie. spalę się, wypalę. i znów będę musiał poszukiwać tego Spełnienia, tej rozkoszy duszy i ciała. tej jedności.
i boję się. tak strasznie, że to nie wypali, że to moja imaginacja podsunęła ten pomysł, bo prawda boli bardziej, prawda kłuje i nie pozwala iść dalej. i będę musiał zmierzyć się z prawdą.
pomiędzy nami było ciało. dwie przestrzenie zbite, kuliste, d u s z e , rozproszone bytem organicznym, przeźroczystym. splatamy się, niczym dwie strużki dymu, wnikam w Ciebie, głęboko. złączone ramiona, kropla słonej rosy na plecach. nierzeczywistość naszego istnienia, bytowania w tym śnie świadomym, pociąga i uspokaja. nie potrzebne słowa, myśli, wszystko staje się jawne. jedno ciało...............................................................................urywamy się w połowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz