czuję jakiś niepokój. stoję dokładnie o krok od miejsca, na które czekałem przez całe życie. za tę jedną chwilę - widzę ją, zbliżającą się nieubłąganie, rosnącą w mych oczach z każdą sekundą - znajdę się w tym kłębowisku problemów i zmagań, w klatce własnych pragnień i marzeń, praktycznie bez możliwości cofnięcia. wygram tę walkę, albo polegnę, bo ja wiem. ja wiem, że jeśli to wszystko nie wypali, nie uda się, JA ne dam rady.. to wiem, że Ja pogrążę się w jakims totalnym chaosie i to będzie złe, bardzo złe. nauczyli mnie dążyc do celu, wygrywac, a nie pokazali mi jak się przegrywa, ja tego nie potrafię. im więcej mam do wygrania, tym porażka może byc większa.
zastanawia mnie jeszcze jedno, czy to co stawiam na końcu, jest rzeczywiście moim spełnieniem? może to takie wyjście awaryjne? a to co pragnę tak na prawdę siedzi głęboko w środku i się nie odzywa, żeby nie popsuc wielkich planów. ja już sam nie wiem czego chcę. na półmetku ogarniają mnie straszne wątpliwości.
ja już dawno zdecydowałem. przekładam to, co teraz nad to, co dopiero nastąpi. tylko czasem budzi się to pragnienie..
sobota, 20 sierpnia 2011
niedziela, 7 sierpnia 2011
DROGA, CEL, SPEŁNIENIE
dziś mokry beton miał ten wyjątkowy zapach. zapach lata i dzieciństwa. trochę też tego co już przeżyte, ale w sercu zaszczepione. i tego co kiedyś było prostsze, albo po prostu tego nie było.
miss madonna, cocorosie.
to miało byc odkrycie samego siebie. podróż transcendentna. miałem dojśc tak daleko, że wszystko stało by się wreszcie czyste i prawdziwe. może nie do końca spełnione, ale w jakiś sposób pogodzone. i faktycznie byłem blisko, czułem to, czułem! były te chwile magiczne, gdzie moje jestestwo zatracało się, gdzie byłem tylko jakąs niewielką, nic nie znaczącą cząstką czegoś większego, nie do ogarnięcia. było bezkresne niebo, które falując białymi flagami przyciagało mój wzrok nie pozwalając uciec temu wrażeniu pierwotności.
dziś z tego wszystkiego zostały tylko ledwie dające się odczytac zapiski i niejasne wrażenie czegoś sięgającego poza dotychczasowe próby obcowania z naturą.
"pierwszy raz gubię swoje "ja" - na moment nic nie znaczę. niewygodne ciało nie uwiera, a umysł nie docieka. dlaczego ścigam niedoścignione, gdy Ta jedna chwila warta jest tak wiele?
ta Droga ma 2 końce, a ja stojąc na samym jej środku pragnę dotrzec do Celu - to absurd! tęsknię za czymś co ma byc moim Spełnieniem, za Celem, pomijając proces zdobywania, poznawania! a to właśnie samo dochodzenie daje nam to szczęscie z celu. cały trud jaki w to wkładamy daje nam właśnie owe poczucie Spełnienia już na samym końcu. dlatego nie jest ważne co wybiorę, ani nie jest ważne gdzie mnie to zastanie. ważne jest to jak przejdę drogę do Celu."
odkrywam na nowo Przyzwyczajenie. i już wiem, że dom to właśnie ta nuda, która czasem kole, to ten sam widok za oknem, który nigdy się nie zmienia. dom to również pewne gesty, obyczaje, zachowania. odkrywając na nowo swój Dom, odkrywam na nowo samego siebie, analizuję i kalkuluję, a każdy powrót przynosi mi coś nowego.
miss madonna, cocorosie.
to miało byc odkrycie samego siebie. podróż transcendentna. miałem dojśc tak daleko, że wszystko stało by się wreszcie czyste i prawdziwe. może nie do końca spełnione, ale w jakiś sposób pogodzone. i faktycznie byłem blisko, czułem to, czułem! były te chwile magiczne, gdzie moje jestestwo zatracało się, gdzie byłem tylko jakąs niewielką, nic nie znaczącą cząstką czegoś większego, nie do ogarnięcia. było bezkresne niebo, które falując białymi flagami przyciagało mój wzrok nie pozwalając uciec temu wrażeniu pierwotności.
dziś z tego wszystkiego zostały tylko ledwie dające się odczytac zapiski i niejasne wrażenie czegoś sięgającego poza dotychczasowe próby obcowania z naturą.
"pierwszy raz gubię swoje "ja" - na moment nic nie znaczę. niewygodne ciało nie uwiera, a umysł nie docieka. dlaczego ścigam niedoścignione, gdy Ta jedna chwila warta jest tak wiele?
ta Droga ma 2 końce, a ja stojąc na samym jej środku pragnę dotrzec do Celu - to absurd! tęsknię za czymś co ma byc moim Spełnieniem, za Celem, pomijając proces zdobywania, poznawania! a to właśnie samo dochodzenie daje nam to szczęscie z celu. cały trud jaki w to wkładamy daje nam właśnie owe poczucie Spełnienia już na samym końcu. dlatego nie jest ważne co wybiorę, ani nie jest ważne gdzie mnie to zastanie. ważne jest to jak przejdę drogę do Celu."
odkrywam na nowo Przyzwyczajenie. i już wiem, że dom to właśnie ta nuda, która czasem kole, to ten sam widok za oknem, który nigdy się nie zmienia. dom to również pewne gesty, obyczaje, zachowania. odkrywając na nowo swój Dom, odkrywam na nowo samego siebie, analizuję i kalkuluję, a każdy powrót przynosi mi coś nowego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)