zostajesz ściągnięty na ziemię. szarą, zwietrzałą, nie-organiczną ziemię. twoje dni powoli stają się zlepkiem, taśmą, w której nie potrafisz już odróżnić jaźni od rzeczywistości, jednej nocy od drugiej. zaczyna płonąć niezdrowy ogień. ogarnia cię, ale nie wiesz tak na prawdę co go podsyca.
to jakieś emocje? i co właściwie one znaczą?
czuję się niezwykle. niepokojąco dziwnie. stagmatyzm mój rozprzestrzeniający się po kościach jak życiodajna krew.
jestem schematem. jestem zaprogramowany. ktoś określił co mam robić. ktoś powiedział, że mam nie myśleć i nie czuć. ale co to? nagle w systemie błąd i zwarcie. są przebłyski czegoś niedobrego, niepożądanego. czemu ja nie wiem co to? tak jakby moją duszę zamieszkiwał uśpiony potwór, który od czasu do czasu się przebudza. wtedy następuje jakaś dziwna szarość przed oczami. JA, przykryty ostrych płachtą szkieł, kulę się.
a gdy żałuję wielu sytuacji, syczę i serca pompę wstrzymuję.
nienawidzę tego braku wiary. w ludzi. straciłem go, dobrze wiesz kiedy. jak mam mieć jakąkolwiek ochotę starania się, wkładania jakiejś pracy, w to, żeby poznać? po co? ja już wiem, jak TO się skończy. nie, nie, nie teraz.
mija czas
czas który goni nas
raz po raz
depcze po piętach,
a kosa szydzi nad ciepłą
ciała skórą,
zwietrzałe serce po
wiosennym przebudzeniu
ostatnim zachłannym zrywem
k o n a .
Im bardziej zagłębiamy się w nasze pragnienia tym bardziej przestajemy być pewni tego, co chcemy świadomie, a tego, co podświadomie. Ale pragnienia skądkolwiek by nie pochodziły są przez nas dostrzegane, odbijają się w naszych duszach, sercach, oczach, a ostatecznie w czynach i myślach. Ułamek, który dostrzegamy niemalże zawsze za późno to zmiany, za późno dowiadujemy się o nich dostatecznie, za późno jesteśmy w stanie je nazwać i ocenić. A ta drobina, prawdziwy niewielki ułamek całości uwzględniony dzieli wszystko na nierówno, na mało i więcej... To tak jak z awarią, kiedy usłyszymy zgrzyt, już jest za późno, ale jest z tym też tak jak z punktem kulminacyjnym - cokolwiek się stanie będzie ciąg dalszy. Odebrano nam prawo wpływania na Te zmiany, odebrano nam niemalże wszelkie prawa wobec tego, dokąd zmierzamy. Możemy tylko obserwować, a czasem nadawać nazwy, ciekawe tylko, na jak długo starczy nam bogactwo języka, w których moglibyśmy zamknąć Przestrzeń, Czas i Nas Samych. Czy zabraknie nam słów na szczęście, rozpacz, czy też... Będę to zawsze powtarzał - piękno przenika wszystko, a kiedy można tylko patrzeć, można też podziwiać... Choćbyśmy dech z bólu tracili, można podziwiać. Jeśli coś jest nad wyraz piękne proszę bardzo, oglądajmy się, traćmy mijające chwile, ale jeśli przynosi tylko kolejny ciepły słony deszcz, to czy oby na pewno warto? Nie zapominajmy, że trzeba nam odegrać swoje role, że w ogóle je mamy i że bynajmniej nie zostały nam nadane przez drugiego człowieka. Będziemy działać tak jakbyśmy byli niezależni na tej pozbawionej kurtyn światowej estradzie marionetek. Według mnie jednak liczy się nie rola, ale to, co będziemy szeptać między kolejnymi kwestiami, bo to będzie tylko nasze, te ulotne sekundy szeptów będą ucztą dla naszego umęczonego drewnianym ciałem ducha. Nie trać czasu na zbieranie kolejnych kałuż goryczy do kieszeni... Spójrz w górę i nie żałuj sił - wyżymaj ze strumienia wydarzeń spadającego na Ciebie słodycz każdego dnia, szepcz i nie wątp, czy szeptałeś chwilę wcześniej coś wartościowego. To wszystko przeminie, a później może pozostać najgorszy z żali - żal żałowania. Kiedyś po prostu można się zbudzić z myślą "wszystko stracone", utraciliśmy dar.
OdpowiedzUsuńZ drugiej jednak strony trudno oddychać bez wytchnienia szepcząc, jednak powietrze samo z siebie nie chce naszego milczenia...
Akceptuj i idź dalej. Doceniaj, staraj się patrzeć z zewnątrz na wszystkie cztery strony na raz. I życie, i ludzie z taką łatwością, niemalże uwielbieniem zamykają kolejne przedziały... Dla innych ludzi.