i przyszedł wreszcie sierpień trzynastego. zostawiłem za sobą ostatni miesiąc, wyjechałem z czystą, białą kartą, gotowy na Przygodę. nadzieje? tak, znów pieprzone nadzieje. że wszystko będzie idealnie. ale wiesz jak to jest, gdy oczekujesz zbyt wiele? po wszystkim przychodzi rozczarowanie.
ale było wiele pięknych słońc, i woda lazurowa też była. palący wzrok, kiedy starałem się dojrzeć w duszy to COŚ. bez słów? owszem. czasem ich nie potrzebujemy.
wróciłem z pełnymi bateriami. byłem naładowany widokami, temperaturą, ludźmi. postanowieniami, życzeniami i zmianami. obawami, marzeniami, ale jakoś z Duszą byłem w zgodzie i to napawało mój Rozum pieprzonym optymizmem. ale taki właśnie jest świat, a może takim się stał przez TYCH ludzi, bo na dzień dobry zostałem r o z ł a d o w a n y ! rozumiem, że osoba, która mnie nie zna, widząc tylko moje zdjęcie na jakimś pierdolonym portalu, czytając co pisze, może mieć o mnie najgorsze zdanie. rozumiem, naprawdę. i kompletnie mnie nie obchodzi jej zdanie, bo jak zdążyłem nadmienić, jest to osoba mi nie-bliska, obojętna i kompletnie zbędna, więc jej zdanie jest dla mnie niczym kolejna szara, bezkształtna, bezzapachowa, bezdźwięczna i rozumu też bez - postać, którą mijam w Pociągu Życia.
gorzej jeśli nagle takie zdanie zaczyna mieć osoba, która była mi bliska. czas przeszły jest na miejscu.
nie potrafię już z tobą przebywać nawet w jednym pomieszczeniu. w środku, w moim ciele, uwarzyłeś eliksir, którego składu określić nie potrafię. wiem jedno, ten eliksir jest jak trucizna. jej tajemny skład znasz tylko ty, a ja teraz muszę znaleźć antidotum. kto wie, może ten eliksir jest śmiertelny? tylko kogo zabije, mnie czy ciebie?
wiesz co wyczuwam wokół siebie? pajęczą nić. wiem co zaraz się stanie. otacza mnie sieć, zlepek, kłębek, stek bzdur, jakiś chorych, wygórowanych ambicji, celów, osiągnięć.. znów nie umiem sobie z tym poradzić. wpędzam się w jakąś machinę, która karze mi brnąć przez to bagno do przodu, do przodu, do przodu - bo tak trzeba! jak to, ja nie osiągnę?! jeśli nie ja, to kto! to mnie wykańcza.. jakaś dziura, bezdenna otchłań.
m i e s z a m
Płytcy ludzie oceniają innych płytko, mierzą według własnej miary... Nie zadają sobie trudu, aby poznać, aby odnaleźć człowieka w tym co widzą. Jeżeli jakieś podświadome instynkty nie odwiodą ich od ich zwykłych myśli, będą zatapiali się i brnęli w zazdrosnych, zajadłych i fałszywych myślach, w które będą wierzyć tylko dlatego, że tak im pasuje...
OdpowiedzUsuńDruga opcja jest taka, że po prostu zostałeś przez kogoś poderwany, kto nie umie tego umiejętnie wyrazić...
I z jedną, i z drugą wersją się spotkałem...
Czy przypadkiem ludzie, którzy przestają być bliscy nie przestają też być przychylni? I mówią 'be', 'fe', 'łe' tylko dlatego, że dana rzecz może mieć związek z osobą, z którą oni nie chcą mieć nic wspólnego. A pomyślałeś, że ten eliksir może zabić dwie osoby?
Ale idziesz do przodu prawda? Ciężki marsz powinien wykańczać, daje też świadomość parcia do przodu i przybliża moment wydostania się z bagna - nawet jeżeli dopiero masz przejść przez najgłębsze i najpaskudniejsze miejsca to za nimi jest brzeg, nieważne jaki, ważne że tam jest.
A kiedy znajdziesz się już na stałym gruncie i zobaczysz przez co przeszedłeś, nie będziesz już miał wątpliwości, ani słabości.