środa, 9 grudnia 2009

MASZYNKA DO ROBIENIA PIENIĘDZY

inwestować można we wszystko. w samochody, fabryki, giełdę itp. można też w ludzi. M inwestuje we mnie. w moją edukację. dzięki czemu, kiedyś, kiedy już będę znanym i szanowanym architektem, inżynierem, bądź innym pseudo szczęśliwym człowiekiem, będę mógł z nawiązką oddać to co dostałem. ludzie są jak inwestycje, coś się opłaca - inwestujesz. nie warto lokować emocji, po co! te są niepewne, zawsze ktoś nas może zranić. a pieniądze? oczywiście! opłać mi taką szkołę, kup mi tamto, dzięki temu się rozwinę..
a jak zainwestujesz w moje serce? co zrobisz, żeby i ono rosło, i obdarowywało szczęściem innych? nie przepraszaj, trochę za późno. chciałem, żebyś przyszła i nie pytała tylko o to jak w szkole, mając poczucie spełnionego obowiązku. chciałem, żebyś podeszła, przytuliła i powiedziała, że jesteś ze mnie dumna nie ważne co zrobiłem lub czego nie zrobiłem. chciałem, żebyś lokowała we mnie EMOCJE. bo te zwracają się tysiąckroć bardziej, niż jakiekolwiek pieniądze.

wtorek, 1 grudnia 2009

LIMIT SZCZĘŚCIA

czy każdy ma kogoś przypisanego? jakąś wielką miłość, która czeka na nas na krańcu świata, dalej bądź bliżej? czy istnieje coś takiego jak limit szczęścia? co jeśli go wyczerpiemy?
wiem, czasem tworzę absurdy. nie zmienię siebie i swoich przekonań. myślę, że jak miłość to tylko jedna. niezapomniana. czasem jest to przelotny romans, który trwa kilka tygodni, ale jest burzliwy i na zawsze w nas tkwi, niepozwalając rozwijać się innym uczuciom. innym razem może to być stateczna miłość w dojrzałym związku, taka która przetrwa wieki. ale jeśli przejdziemy obok niej, nie zauważymy znaków, które nam daje to kolejna szansa może nie nadejść. to jest właśnie ten limit szczęścia. za jeden radosny dzień pokutujesz miesiącem, czasem nawet rokiem, totalnej depresji, nostalgii. mimo wszystko za te wszystkie ostatnie dni - tak, te wypełnione przykrymi obowiązkami, zamknięciem w żelaznych normach tradycji i obyczajów, a przede wszystkim oczekiwaniem na Niedziele i Ciebie - należy mi się choć jeden pozytywny dzień? tylko do kogo mam się o niego zwrócić? do przeznaczenia, Boga? to jedno i to samo. ważne jest, żeby czasem mieć się czego uczepić - tak, w tych chwilach, gdy nadzieja zawodzi, a w nocy mnie nękasz - a być może kiedyś, nasze prośby zostaną wysłuchane.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Z PŁYTKICH ŻYCIA DZIUR

nienawidzę tego miejsca. tych ludzi. nie marzę o wyrwaniu się stąd - marzenia są złudne, dobre tylko dla ludzi naiwnych. jestem inny od wszystkich i podobny do Innych. jestem z tego dumny, ale łatwo nie jest. najgorsze jest to, gdy ktoś mówi ci, co jest dla ciebie dobre, jaki powinieneś być, co będzie dla ciebie lepsze. nie umiem wyzwolić się spod wpływów. i za często się przyzwyczajam. za mocno. na początku to ja jestem dumny i wyniosły, z czasem potrzebuję coraz więcej, mocniej - jak narkotyk.
problemem pozostajesz ty. boję się niedziel, wiesz, że to od nich liczę tydzień? dawno uzależniłem się już od ciebie. nie ma szans, żebym się uwolnił - nie liczę na szczęśliwe zakończenie. nie chcę czuć już twego wzroku na sobie, nie wytrzymam kolejnych niewidzialnych dotyków. co ci chodzi po głowie? czasem układam dialogi, ja przedstawiam się tobie, ty mi.. ale to wszystko jest strasznie banalne, niepoważne. wiem, że na prawdę potoczyłoby się to inaczej. tylko, że ja nie mam już nadziei, a odwagi nigdy nie miałem.