obiecałem sobie, że nigdy nie będę taki jak ty. że nigdy nikogo nie wykorzystam, że będę stawiał sprawy jasno. a teraz rozumiemy się bardzo dobrze. chyba mógłbym podac ci rękę. czuję to co ty, chyba nawet myślę tak jak ty. tylko dlaczego muszą cierpiec na tym inne osoby? przeraża mnie to, bo ja nie chcę zadawac bólu.
głowa boli, serce krzyczy. nie można ich zagłuszyc, tylko, że czasem powstaje zgrzyt, spięcie bo oboje starają się przekrzyczyc i ja już wtedy nic totalnie nie rozumiem. rozkurwia mi to t r z e w i a . . .
hipokryzji szczyty zdobywam prawie jak wytrawny alpinista. a co jeśli moje pieprzenie o przeznaczeniu i wyjątkowości każdej okazji, o niewykorzystanych szansach.. jeśli to wszystko się sprawdzi? byc może właśnie tracę pewną częsc szczęścia. odbieram je sobie. na własne życzenie. przez co? przez co ja się pytam! przez moje obiekcje, strachy? a może przez opinie innych osób.. jakby one się kiedykolwiek dla mnie liczyły. to jest chore, zabijam w sobie coś pięknego, a przecież dobrze wiem, że gdybym pozwolił MU kiełkowac, to TO byłoby coś o czym zawsze marzyłem.
są pewne magiczne chwile, które poprzez odpowiednie haczyki wmocowane w nasze serce, zapadają nam w pamięc na wiecznośc. i kiedy przychodzi pewien moment, nazwijmy to momentem równowagi psychicznej chwilowo zaburzonej, te haczyki wyrywają się, szarpią naszym sercem powodując niekontrolowany wylew emocji i wspomnień! to właśnie wtedy, między innymi, pojawia się uczucie pustki i tęsknoty za tym co było, a co już nie wróci. bo chwile magiczne, to chwile, które egzystują tylko w naszym określonym momencie, są niepowtarzalne, dlatego utracone, albo niewykorzystane.. bolą podwójnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz