kolejnego podsumowania nie będzie.
to, że z takim uporem maniaka wyczekujesz zmian na lepsze, męczy. cholernie męczy, staje się po czasie swoistą obsesją, a w tym wypadku każdorazowa zmiana pozostawałaby całkowicie niewidoczna.
czas mógłbym liczyc na wiele sposobów. mam pewne podziały. ramy, które zaczynają się od TEGO wydarzenia. otóż była przeszłośc, przeszłośc marna, nudna, bezkompromisowa w pewnym znaczeniu, do-celowa. a potem stało się TO. wiesz co poczułem, gdy zdałem sobie sprawę, że to miłośc? poczułem się, jakbym nagle się nagle obudził, albo wypłynął na powierzchnię. to nie jest coś co można w każdym razie opisac. to jest coś indywidualne, niesamowite i ze wszech miar niezmierzone.
siedziesz przy stole. jest lato, a ty siedziesz na tarasie/balkonie/trawie/, na świeżym powietrzu. na stole stoi twoje śniadanie, właśnie zamierzasz sie za nie zabrac. jajka, tak jak lubisz. herbata, niesłodzona, z kawałkiem cytryny. do tego tosty z dżemem, truskawkowym. gdy podnosisz łyżkę, jedna, tylko JEDNA myśl przebiegła ci przez głowę. przepłynęła i na chwilę znikła. przez kilka nanosekund byłeś ostatni raz nieświadomy. nieświadomy tego, że KOCHASZ. że CZUJESZ. tak prawdziwie, tak jak zawsze chciałeś.
pierwsze co się pojawia to ta radośc, że jesteś człowiekiem, bo stac cie na to, żeby kogos pokochac. i dopiero wtedy, gdy upłyną kolejne nanosekundy zdajesz sobie sprawę jaki ogrom cię otacza. co to wszystko znaczy, jaki to ma sens, a raczej, jak wiele sensu mu brak.
wtedy właśnie powietrze, które jeszcze sekundy temu wpływało do twoich płuc, przestaje byc tym samym powietrzem. teraz pełne jest tych magicznych cząsteczek, których jednostką jest liczba błysków oka, na widok TEJ osobby. barwy, światło, dźwięki zaczynają byc wyraźniejsze, niemożliwe do granic wytrzymałości! ten ból jest słodki, upajasz się nim.
i to właśnie, wbrew pozorom, ostatnia przychodzi nowa swiadomośc: kocham cię.
to było TE wydarzenie. nawet nie jest już znaczący fakt, że to co już miało trwac zawsze, było krótkie, pełne, porywcze, nieorganiczne. znaczący jest fakt, że po raz pierwszy w życiu na prawdę odetchnąłem. obudziłem się.
a potem przyszła całą reszta, która jest piękna. wtedy, słysząc te słowa pewnie wyśmiałbym ci się w twarz, ale teraz uważam, że tamte emocje, negatywne, bolesne, są piękne - bo dają mi doświadczenie. to jest coś, co przeżywasz tylko raz, potem nie boli już tak samo, nie oddychasz już tak samo, nie myslisz już tak samo.
reszta dni, niewartych zapamiętania, przeminie w mojej głowie, nie zapisze się. nie żałuję.
piątek, 24 grudnia 2010
poniedziałek, 13 grudnia 2010
CZĄSTKOWANIE
"So, let go
Jump in
Oh well, what you waiting for?
It's all right
'Cause there's beauty in the breakdown
So, let go
Just get in
Oh, it's so amazing here
It's all right
'Cause there's beauty in the breakdown"
to bardzo aktywny stan. w swojej pasywności oczywiście. inspirujący i twórczy. bo jak można pisać o miłości, gdy nigdy tak na prawdę nie miało się z nią styczności? a tu proszę. nie dość, że miłość to jeszcze do dupy. żanetka leta/żaneta kaleta, polecam.
to było bardzo dziwne wiesz? odważyłem się i plus za to dla mnie. ale nie wiedziałem, że to przybierze, aż taką formę. to było dogłębne. już pierwsze pytanie sprawiło, że wypuściłem powietrze z płuc. a potem się zaczęło. rozkładanie, szperanie, grzebanie, cząstkowanie - na atomy, poszczególne części. zaskoczyło mnie to, że tak na prawdę bardzo mało o sobie wiem. to są tylko jakieś pytania, a nagle ktoś obcy (nie znający mnie) potrafił powiedzieć mi jakim człowiekiem jestem. co więcej, do czego się w zyciu nadaje, a do czego nie. zaszufladkował mnie. podkreślił, zaznaczył. stałem się pewną składniową grupy społecznej o tytule roboczym A (artyści). okreslono mnie jako wyjatkowego indywidualiste, z praktycznie żadnymi umiejetnościami społecznymi. nie mam siły przebicia, jestem samotnikiem, osboą, która najchętniej oddaje się pracy twórczej. nie jestem ściśle związany rodzinnie. mam jednocześnie mnóstwo pokory, ale również jestem pieprzonym egoistą, egocentrykiem. miło. ok, prawdopodobnie bardzo wiele z tego pokrywa się z moją naturą. ale ja mam pytanie. gdzie miejsce na duszę? gdzie jest miejsce na to co na prawdę we mnie siedzi?
tak bardzo chciałbym, żebyś spojrzał na mnie wzrokiem innym. nie-powierzchownym, przeciągłym, ciepłym. intrygującym, żebym poczuł się poznany przez ciebie, ale w sposób, który nie ocenia, a jedynie akceptuje. drugiego człowieka, drugą duszę.
czuje się bezwartościowy i odrzucony. zwłaszcza kiedy udajesz, że mnie nie widzisz. kiedy udajesz, że nie istnieję. a przeciez nie można tak po prostu przekreślić tego wszystkiego, czegoś, co dla mnie było bardzo ważne. a teraz staje się dla ciebie nieistotną szarą masą, jaką jestem dla większości innych osoób. chyba wolałbym gdybyś krzyczał, wrzeszczał, klął.
Jump in
Oh well, what you waiting for?
It's all right
'Cause there's beauty in the breakdown
So, let go
Just get in
Oh, it's so amazing here
It's all right
'Cause there's beauty in the breakdown"
to bardzo aktywny stan. w swojej pasywności oczywiście. inspirujący i twórczy. bo jak można pisać o miłości, gdy nigdy tak na prawdę nie miało się z nią styczności? a tu proszę. nie dość, że miłość to jeszcze do dupy. żanetka leta/żaneta kaleta, polecam.
to było bardzo dziwne wiesz? odważyłem się i plus za to dla mnie. ale nie wiedziałem, że to przybierze, aż taką formę. to było dogłębne. już pierwsze pytanie sprawiło, że wypuściłem powietrze z płuc. a potem się zaczęło. rozkładanie, szperanie, grzebanie, cząstkowanie - na atomy, poszczególne części. zaskoczyło mnie to, że tak na prawdę bardzo mało o sobie wiem. to są tylko jakieś pytania, a nagle ktoś obcy (nie znający mnie) potrafił powiedzieć mi jakim człowiekiem jestem. co więcej, do czego się w zyciu nadaje, a do czego nie. zaszufladkował mnie. podkreślił, zaznaczył. stałem się pewną składniową grupy społecznej o tytule roboczym A (artyści). okreslono mnie jako wyjatkowego indywidualiste, z praktycznie żadnymi umiejetnościami społecznymi. nie mam siły przebicia, jestem samotnikiem, osboą, która najchętniej oddaje się pracy twórczej. nie jestem ściśle związany rodzinnie. mam jednocześnie mnóstwo pokory, ale również jestem pieprzonym egoistą, egocentrykiem. miło. ok, prawdopodobnie bardzo wiele z tego pokrywa się z moją naturą. ale ja mam pytanie. gdzie miejsce na duszę? gdzie jest miejsce na to co na prawdę we mnie siedzi?
tak bardzo chciałbym, żebyś spojrzał na mnie wzrokiem innym. nie-powierzchownym, przeciągłym, ciepłym. intrygującym, żebym poczuł się poznany przez ciebie, ale w sposób, który nie ocenia, a jedynie akceptuje. drugiego człowieka, drugą duszę.
czuje się bezwartościowy i odrzucony. zwłaszcza kiedy udajesz, że mnie nie widzisz. kiedy udajesz, że nie istnieję. a przeciez nie można tak po prostu przekreślić tego wszystkiego, czegoś, co dla mnie było bardzo ważne. a teraz staje się dla ciebie nieistotną szarą masą, jaką jestem dla większości innych osoób. chyba wolałbym gdybyś krzyczał, wrzeszczał, klął.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)