środa, 6 października 2010

J A

zostajesz ściągnięty na ziemię. szarą, zwietrzałą, nie-organiczną ziemię. twoje dni powoli stają się zlepkiem, taśmą, w której nie potrafisz już odróżnić jaźni od rzeczywistości, jednej nocy od drugiej. zaczyna płonąć niezdrowy ogień. ogarnia cię, ale nie wiesz tak na prawdę co go podsyca.
to jakieś emocje? i co właściwie one znaczą?
czuję się niezwykle. niepokojąco dziwnie. stagmatyzm mój rozprzestrzeniający się po kościach jak życiodajna krew.
jestem schematem. jestem zaprogramowany. ktoś określił co mam robić. ktoś powiedział, że mam nie myśleć i nie czuć. ale co to? nagle w systemie błąd i zwarcie. są przebłyski czegoś niedobrego, niepożądanego. czemu ja nie wiem co to? tak jakby moją duszę zamieszkiwał uśpiony potwór, który od czasu do czasu się przebudza. wtedy następuje jakaś dziwna szarość przed oczami. JA, przykryty ostrych płachtą szkieł, kulę się.
a gdy żałuję wielu sytuacji, syczę i serca pompę wstrzymuję.
nienawidzę tego braku wiary. w ludzi. straciłem go, dobrze wiesz kiedy. jak mam mieć jakąkolwiek ochotę starania się, wkładania jakiejś pracy, w to, żeby poznać? po co? ja już wiem, jak TO się skończy. nie, nie, nie teraz.

mija czas
czas który goni nas
raz po raz
depcze po piętach,
a kosa szydzi nad ciepłą
ciała skórą,
zwietrzałe serce po
wiosennym przebudzeniu
ostatnim zachłannym zrywem
k o n a .