poniedziałek, 30 maja 2011

CRYSTALISE

tam są jakieś podziały, przestrzeń rozbita, zagospodarowanie niewałaściwe. ja nie wiem, ale bariery mają dziury, tama pękła. bo nagle okazało się, że to coś w środku pulsuje i podryguje, kieyś zamrożone wciąż ma siłe, żeby walczy. ale co się dzieje? kolejny raz naiwnie odsłaniając nagą pierś dostaje sztyletami, zbyt głupi, żeby pamiętac jak potrafią byc dwulicowi i wciąż żywiąc się płonną nadzieją.
jóga live
gdy siedzimy, pomiędzy nami jest tafla szkła. wasz wzrok spełza po niej, oceniając wyblakłe kształy, kształty p i ę k n e , ale w środku zgniłe. ja zaś, patrząc z góry w oku wypisanen mam modlitwy i prośby, zbyt dla was wysokie, o niscy, mali ludzie, aby dostrzec to co na prawdę istotne.
nie wiem, może ja po prostu nie mam tej zdolności? może to jest tak, że ja się po prostu urodziłem ułomny o jedną składową umiejętności społecznych? fakt, to jest jakaś baza dla przyszłości, ale pocieszam się, bo wiem, że to co dla w a s nieistotne, dla mnie wielkie i ciągle jeszcze nieosiągalne, objawi mi się wkrótce w całej swej okazałości. i ja wiem, że to będzie to moje-moje-wieczyste-spełnienie, które wymarze te wszystkie zmagania z samym sobą, z w a m i , z całą tą nudną otoczką wspólnej koegzystencji. nie będzie już szmerania, niedomówień, pomówień i wyszukanych uśmieszków. wszystko będzie czyste i krystaliczne. i d e a l n e .

piątek, 27 maja 2011

-

dzień dobry

dobranoc.

czwartek, 12 maja 2011

TYŚ JEST MÓJ


ta gorąca linnia, gdy to co jasne zamienia się w czarne, nieprzeniknione. niebieskie powietrze, wszystko staje się niemalże błękitne. na granicy, bo jeszcze nie noc, ale już i nie dzień.
nie powiem kiedy to było, bo to był po prostu moment, jakieś zdarzenie. odczyn alergiczny na pewne zachowanie. ale stało się i od tamtego momentu, już uświadomiony, zacząłem roztaczac wokół siebie bariery i blokady, które miały mnie chronic przed niepotrzebnym bólem. pozorując cynizm i światopoglądową niezależnośc, tak na prawdę chroniłem samego siebie. to była poniekąd obrona, ale wiem, że byc może to mogło kogoś skrzywdzic.. może samego siebie broniąc, atakowałem innych. no i czy to nie wyklucza teorii o przypadkowości uczuc pięknych? jak mogłem pragnąc czegoś wielkiego, pięknego, na wskroś przyszpilającego, gdy na mojej duszy wyrosły stalowe kolce, a w oczach było to nieuchwytne coś, co już nie przypominało TEGO błysku. to było wyraźne ostrzeżenie. byłem strasznie zakłamany, chyba zgubiłem jakąs swoją prawdę, coś nie poszło tak, jak trzeba.
może ja po prostu tak mam spędzic swoje życie? może to jest to, co zostało mi dane i co ja równie dobrze mogę poniechac, ale jeśli wykorzystam poczuję się wreszcie niewysłowienie spełniony? tylko gdzie jest ta droga, którą mógłbym zrealizowac TO wielkie coś, co jeszcze niezrodzone czeka niecierpliwie na swoja chwile. czuję się jak nadmuchany balon, który ciągle rośnie i nad sobą widzi lazur nieba z każdą chwilą bardziej soczysty, głębszy i bliższy, ale jednocześnie wie, że następuje koniec, pęknięcie, wielkie BOOM. jak długo tak mam lewitowac zamrożony, na wpół uśpiony?
wiesz, tak czasem myślę, że może to nie ta jedna, jedyna chwila, którą MUSIMY wykorzystac wpływa na nasze Wielkie Szczęście. że to nawet nie jakieś fatum, zrządzenie losu. to może są po prostu bardzo organiczne, chemiczne cząsteczki, z których jesteśmy zbudowani? może po prostu ja odpowiadam Tobie, ty mi, ale nie dlatego, że gdzieś kiedyś sie spotkamy, tylko dlatego, że TY jesteś stworzony ZE mnie, JA z CIEBIE. tyś mój dym papierosowy, który swym zgubnym i niszczącym jestestwem sprawia u mnie niewtyłumaczalną rozkosz. tyś moje przeznaczenie kształtujące się tuż za klatką z żeber i pobrzękujące w złote pręty za każdym razem gdy wyczuwa Ciebie. i to jest tak, że my po prostu MUSIMY kiedyś się zetknąc, nieważne w jakiej chwili. może to będzie sekunda, setna, tysięczna tejże sekundy, ale ja i tak poczuję Twoją obecnośc. to będzie tak, jakby świat nagle zgasł, a potem odrodził się niepomiernie piękniejszy, doskonalszy, c z y s t s z y . i wiesz o co ja się modlę? nie o to, żebym Cię spotkał - ja wiem, że to nastąpi - ale o to, żeby nasze spotkanie trwało już na wieki.

wtorek, 3 maja 2011

BEZKRES


jak już mówiłem, są pewne momenty, które niewykorzystane odchodzą bezpowrotnie. to chwile magiczne, które wbrew pozorom niekoniecznie muszą się wiązac z ludźmi:
zamknąłem się w muzyce i z każdym kolejnym serca biciem oddalałem się od tego co tutaj, co namacalne. każdy szybszy oddech potęgował to niezwykłe uczucie zapomnienia, zatracenia. moją stałą było niebo, które widziałem jako strzępy błękitnej poświaty zza cytrynowych liści. gdy wjechałem na równinę, to tak, jakby coś się otworzyło i to coś było piękne, bo ja miałem to poczucie nieistnienia, zatraciłem się w szaleńczym biegu chmur, poczułem ten bezkres i ogrom: tak jakbym na chwilę oderwał się od ziemii.
poczułem to pierwszy raz w życiu. pierwszy raz poczułem w jednym momencie zachwyt, strach i w pewnym sensie rozpacz. pierwszy raz krajobraz wypełnił moje oczy, które utonęły w łzach.
uważam cię (mała litera jest zamierzona) za hipokrytę, mitomana i jednym słowem chuja. powinieneś o tym wiedziec. tylko czemu inni naiwni, biedni ludzie przeświadczeni o twoich nieskalanych intencjach tego nie widzą?! cieszę się, że wreszcie, po tylu latach tracisz kolejne osoby, które kiedyś miałeś czelnośc nazywac przyjaciółmi. dla ciebie ten termin nie istnieje, jesteś pasożytem, który żeruje na ludziach otumanionych, chwilowo oczarowanych; rzygam tobą.
mimo, że atmosfera powinna się oczyścic, czuję jakieś brudy między nami. coś jest nadal nie tak, splatamy się w gąszczu niewyjaśnień, niedpowiedzeń i niedomówień. twoje tak jest jak moje nie, bo dla ciebie to wszystko co innego oznacza. chciałbym czasme powiedziec ci o co mi chodzi.. ale ty wtedy znów źle mnie zrozumiesz, potraktujesz stereotypowo.
każdy ma swój wyrok i każdego ten wyrok doścignie. czekam na swój.