to jest, jak małe drzazgi
uwięzione w środku,
szarpiące paletą beznadziei.
patrzę za horyzont -
tego właściwego nie widac.
tam wzburzone słońce,
zlewa się z obojętności oceanem.
staram się stąpac po promieniach -
promieni nie widac.
zagubiony,
jak wyrwany z kontekstu:
jestem więźniem własnych pragnień.
każda próba jest łzą -
ja tonę w morzu.
nie jestem gruboskórny. nie powlekam się tłuszcem grubiaństwa. nie jestem prosty. dlatego w środku trwa ciągła wojna, a przez głowę przechodzi miliard koni, każdy niesie jedną nadzieję, ciężką, oleistą, ale chwilową, niezdolną wykarmic przyszłośc.
już się nauczyłem, człowiek szczyśliwy, to ten, który jest w zgodzie z samym sobą, który każdy pieprzony dzień traktuje, jak wyjątek od reguły. robi to co kocha, kocha to co ma. nie jestem szczęśliwy.