to jedyne, co teraz czuje. niemoc, bo czuje, jak wszystko sie rozwala. niemoc, bo patrze na te twarz i wiem, ze byc moze już nigdy nie bedzie dane mi jej dotknac.
kiedy tracisz cos na czym ci tak bardzo zalezalo i w dodatku czujesz sie zraniony, to bol jest prawie namacalny. moge dotknac miejsca, poczujc jak pulsuje.
najgorsze sa mysli. od wschodu do zachodu bijesz sie z myslami co zrobiles zle, czego nie zrobiles, co spieprzyles, co mogles zrobic lepiej.
ale wiesz co? dochodze do wniosku ze to bylo gowno od poczatku. to byla porazka, odkad go zobaczylem. ta jedna roznica, ktorej w zyciu bym nie przeskoczyl, to COS co w nim siedzi, hustawki, roller coster maximow i minimow emocji.. to by mnie zniszczylo po czasie.
i znow to jedno pytanie, dlaczego?!
czuje sie oszukany, wykorzystany. czuje jakbym jeden miesiac poswiecil na wspinaczke pod bardzo, baaardzo wysoka gore, i gdy prawie dotknalem szczytu, jakis jeden, drobny kamyczek, ktory osunal sie spod moich stop, spowodowal lawine. rozpierdolil mi serce. jeden, kurwa, maly kamyczek.
wiem, ze potrzebujesz widowni. zycie to show, spektakl, przedstawienie. i musi trwac. do konca. wyrezyserowane, pojscie na zywiol - liczy sie widownia.
dramatyzuje? owszem. przesadzam? bardzo. martwie sie? cholernie. ale badz ze mna szczery, prosze.