poniedziałek, 28 czerwca 2010

NOTITLE

to jest jak iskra, która spada na stos suchych drewien. wybucha płomieniem, którego nie można okiełznać. nie można tego kontrolować. nie staram się nawet. zastanawia mnie jedynie to, jakie będzie zakończenie. mógłbym powiedzieć, że mam to, na co tak długo czekałem. boje się, ale to inny rodzaj strachu. jest poniekąd podniecający!
zadziwia mnie to, że mam potrzebę podobania się. że pokazuję swoją najlepszą stronę.
chciałbym poznać myśli. może to wiedza, która by mnie przeraziła? a może byłoby wręcz odwrotnie? poznałbym odpowiedzi, miałbym pewność.
czuję, wiesz, bariery. nie tylko moje własne, ale takie, których nie da się przeskoczyć. a ja właśnie, jak głupi, na siłę staram się je przezwyciężyć. staram się otworzyć, ale coś mnie krępuje. frustruje mnie moja niemoc. nie potrafię wsłuchać się obiektywnie w moją duszę. coś mnie zagłusza, jakaś melodia, która pojawiła się niedawno.
czy miłość zmienia? na pewno, gorzej jeśli są to zmiany złe. takie, których się potem będzie żałowało.
księżyc jest dziś piękny. wszystko ostatnio wydaje się doskonalsze. a mnie noce zaczęły przyjemnie unosić nad morzem świadomości. leżę, a w głowie mam tyle wrażeń, myśli, jakichś emocji. to pogranicze jest cudowne, stan, w którym mogę wiele, a wszystko jest na swoim miejscu. tak jak chcę. jak być powinno.