poniedziałek, 30 listopada 2009

Z PŁYTKICH ŻYCIA DZIUR

nienawidzę tego miejsca. tych ludzi. nie marzę o wyrwaniu się stąd - marzenia są złudne, dobre tylko dla ludzi naiwnych. jestem inny od wszystkich i podobny do Innych. jestem z tego dumny, ale łatwo nie jest. najgorsze jest to, gdy ktoś mówi ci, co jest dla ciebie dobre, jaki powinieneś być, co będzie dla ciebie lepsze. nie umiem wyzwolić się spod wpływów. i za często się przyzwyczajam. za mocno. na początku to ja jestem dumny i wyniosły, z czasem potrzebuję coraz więcej, mocniej - jak narkotyk.
problemem pozostajesz ty. boję się niedziel, wiesz, że to od nich liczę tydzień? dawno uzależniłem się już od ciebie. nie ma szans, żebym się uwolnił - nie liczę na szczęśliwe zakończenie. nie chcę czuć już twego wzroku na sobie, nie wytrzymam kolejnych niewidzialnych dotyków. co ci chodzi po głowie? czasem układam dialogi, ja przedstawiam się tobie, ty mi.. ale to wszystko jest strasznie banalne, niepoważne. wiem, że na prawdę potoczyłoby się to inaczej. tylko, że ja nie mam już nadziei, a odwagi nigdy nie miałem.